Kalendarz Reprezentacji
Niedziela 12.02.2017

Triumf Stocha w drugim konkursie PŚ w Sapporo

Kamil Stoch wygrał niedzielny konkurs Pucharu Świata w skokach narciarskich w japońskim Sapporo i umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej cyklu. Maciej Kot, który w sobotę był współtriumfatorem, zajął czwarte miejsce. Na drugiej pozycji uplasował się prowadzący po pierwszej serii Niemiec Andreas Wellinger, a na trzeciej Austriak Stefan Kraft.

Stoch dalekie loty zwiastował już skok próbny w kwalifikacjach, w którym osiągnął 136,5 m. Była to jego najlepsza próba w Sapporo. W pierwszej serii punktowanej poszybował o metr dalej i na półmetku był drugi. Prowadził Wellinger, który uzyskał 140,5 m, ale w lepszych warunkach niż Polak, stąd jego przewaga wynosiła mniej niż wynikałoby z różnicy odległości, bo tylko 1,3 pkt. Trzeci po skoku na 133 m był Kot, ale wyraźnie było widać, że sobotniemu zwycięzcy w ostatniej fazie lotu zabrakło noszenia.

Finał, rozgrywany przy prószącym śniegu, długo był dość sennym spektaklem. "Odpalił" dopiero Słoweniec Peter Prevc, który poszybował na 138 m. Cztery metry dalej doleciał Norweg Daniel Andre Tande, ale miał kłopoty z bezpiecznym i stylowym wylądowaniem. Po chwili Kraft osiągnął jednak 144 m, czym wyrównał osięgnięcie Kota z kwalifikacji. Skok Polaka nie był wówczas punktowany, ale Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) postanowiła uznać go za rekord Okurayamy, który Austriak wyrównał.

Wówczas jury zawodów zdecydowało się obniżyć rozbieg, choć na górze pozostało tylko czterech zawodników. Norweg Robert Johansson osiągnął 133 m, a skaczący po nim Kot - 138. Miał jednak jeszcze lepsze warunki wietrzne niż Kraft i odjęciem z tego tytułu aż 25,9 pkt nie pozwoliło mu wyprzedzić Austriaka.

Uczynił to Stoch. 140 m, pięć "19" za styl, mniejsza niż rywale ujemna kompensacja za wiatr i wyraźne prowadzenie. Zamykający konkurs Wellinger nie poradził sobie z tak wysoko zawieszoną poprzeczką, a do tego był ściągany z belki startowej z powodu zbyt silnych podmuchów powietrza. Ostatecznie w gorszych warunkach niż pozostali zawodnicy z czołówki uzyskał 132 m i zdenerwowany machnął rękami po wylądowaniu. Wiedział, że nie wygrał, ale po raz czwarty w sezonie zajął drugie miejsce, a po raz szósty zmieścił się w "trójce".

Trzeci był Kraft, który od pięciu konkursów nie schodzi z podium. Tuż za nim Kot, który też na pewno bardzo miło będzie wspominał Japonię.

Stoch odniósł szóste w sezonie - po Lillehammer, Bischofshofen, dwukrotnie Wiśle oraz Zakopanem - zwycięstwo i w klasyfikacji generalnej PŚ prowadzi z przewagą 140 punktów nad Kraftem, który wyprzedził piątego w niedzielę Tandego. Kot jest nadal piąty, choć zaczyna mu deptać po piętach Wellinger. 10. miejsce utrzymał 12. tych zawodach Piotr Żyła, ale do niego z kolei szybko zbliża się broniący Kryształowej Kuli Prevc.

Do końca sezonu pozostało osiem konkursów indywidualnych, w tym dwa najbliższe - w środę i czwartek - na przygotowanym z myślą o przyszłorocznych igrzyskach obiekcie w południowokoreańskim PyeongChang.

W karierze Stoch wygrał już 21 zawodów PŚ, a na podium stanął w sumie 41 razy. Na Okurayamie podwójny mistrz olimpijski z Soczi triumfował jednak po raz pierwszy. Wcześniej dwukrotnie był drugi, a raz uplasował się na trzeciej pozycji.

Gorzej w niedzielę poszło pozostały biało-czerwonym, którzy nie poradzili sobie ze zmniennym i nieprzewidywalnym wiatrem. Stefan Hula został sklasyfikowany na 33. miejscu - 116 m, Dawid Kubacki, który wcześniej wynikiem 136,5 m wygrał kwalifikacje, w konkursie uzyskał 113,5 zajmując 35. lokatę, a Jan Ziobro był 39. - 105,5 m.

Biało-czerwoni pod wodzą Stefana Horngachera po niedzielnym konkursie poprawili rekordowy dorobek punktowy z sezonu 2013/14, kiedy zgromadzili 2840. Obecnie wspólnie mają ich 2935. Trzech z kadrowiczów: Kot, Żyła i Kubacki już może się pochwalić największymi zdobyczami w karierze.

Polacy prowadzą też w klasyfikacji Pucharu Narodów, do której zalicza się także wyniki zawodów drużynowych. Mają o 445 pkt więcej niż Austriacy, którzy z kolei o 10 wyprzedzają Niemców.

 

Źródło: PAP foto: PAP/EPA/Kimimasa Mayama

Nie dodano jeszcze komentarzy.